Piękni dwudziestoletni - streszczenie - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Nastała moda na wszystko, co amerykańskie. Narrator kupił sobie kurtkę wojskową z pagonami, wtopił się w chuliganów warszawskich, ubranych w podobnym stylu i ochrzczonych pogardliwym mianem bikiniarzy, co jeszcze bardziej utwierdzało ich w przekonaniu, że są wyjątkowi. Nosili szerokie samodziałowe marynarki, kolorowe, ręcznie malowane krawaty, wysokie spodnie, buty na tzw. słoninie (białej gumie). Ich głowy zdobiły fryzury, które nazywały się plereza: to fala włosów nad czołem, z tyłu schodząca się i tworząca tzw. kacze skrzydła. Hłasko wspomina, że były trzy kategorie układania plerezy: na cukier, na białko, na szklaną wodę.

Dalszą część rozdziału stanowią rozważania na temat Jerzego Putramenta, który w tym czasie był wzorem młodych literatów: jako pierwszy pojechał do Ameryki, gdzie napisał książkę Dwa łyki Ameryki, w której zamieścił swoje refleksje, między innymi o maszynach do gry hazardowej, o Wall Street (o sercu Ameryki pisał, że była to dzielnica skromna i nijaka) o gmachu ONZ, który podsumował słowem nuda.

Jeden rozdział tych wspomnień Putrament poświęcił Czesławowi Miłoszowi. Zdradził, że był przeciwny wyjazdowi autora Zniewolonego umysłu do USA, ponieważ uważał, że prozaik i poeta zmarnuje tam swój talent. Oskarżał go także o to, że jest pyszny i zarozumiały, co motywował wspomnieniem: gdy Miłosz został odwołany z placówki dyplomatycznej, nie chciał się pogodzić z tym, że przestano mu płacić w dewizach, tylko zaczęto w gotówce polskiej. Putrament wyrokował, że kariera Miłosza na Zachodzie nie powiedzie się, oskarżał go o ucieczkę, o to, że w czasie wojny ukrywał paszport litewski, który zapewniał mu bezpieczeństwo osobiste.

Na koniec części poświęconej Putramentowi Hłasko zauważył, że był on towarzyszem i człowiekiem KC, który - jeżeli kiedykolwiek miałby pozostać na Zachodzie – nie musiałby się zmagać z uzyskaniem wizy, jak Miłosz czy on - Hłasko. Autor Pięknych dwudziestoletnich nazwał Putramenta donosicielem, który nie miał trudności finansowych. Zauważał także, że jeżeli kiedykolwiek chciałby on stworzyć jakąś prozę, wtedy umrze z głodu, ponieważ nikt nie kupi książki współpracownika tajnej policji.

Na poparcie swojej negatywnej opinii o Putramencie, Hłasko zdradził, że także o nim napisał on kiedyś donos. W paszkwilu nazwał Hłaskę deprawatorem, szkodnikiem społecznym, podkreślał, że nie powinno się wpuszczać go do Polski, co adresat przeczytał w rosyjskiej gazecie „Izwiestia”. Przebywając w Berlińskim Klubie Dziennikarzy, w lipcu 1958 roku, dowiedział się, że autorem donosu był Jerzy Putrament.

W rozdziale Feliks Dzierżyński i Bogey, podzielonym na pięć tytułowanych części, Hłasko wymienia opis sposobów zapewniających przeżycie młodemu człowiekowi, który bez pieniędzy i pracy trafił na obcą ziemię – począwszy od sutenerstwa, poprzez pobyt w szpitalu psychicznym, więzienia w Monachium, Stadelheim i Paryżu, zaciszny kącik u boku zamożnej kobiety, a skończywszy na uczciwej pracy, w której jednak nie pokładał zbyt wielkiej nadziei (na co wskazuje ostatnie miejsce w hierarchii).

Swoje rozważania rozpoczyna stwierdzeniem, że jeżeli się było uchodźcą zza Żelaznej Kurtyny, można było w czasach Polski Ludowej ubiegać się o azyl polityczny. Szansę otrzymania takowego zwiększało bycie byłym komunistą, członkiem KC, wysokim urzędnikiem UB, szpiegiem lub dyplomatą. Prosty człowiek, jak Hłasko, który nie należał do partii - zajmował się pisaniem - miał trudności z dostaniem azylu. Nie mając możliwości zarobkowania, musiał kombinować.

I. Obłęd

Gdy nie mamy pieniędzy, wówczas symulujemy manię prześladowczą. Zgłaszamy się do komisariatu policji mówiąc, że ktoś nas śledzi, nosi bomby w teczce i prosimy o zgodę na wydanie broni. Oczywiście odmówią. Wtedy trzeba ich nachodzić kilkadziesiąt razy tak, aby nas zapamiętali.

Później połykamy proszki, a nasz zaufany przyjaciel wykonuje telefon na policję. Po jej przyjeździe i stwierdzeniu próby samobójczej, zostajemy rozpoznani jako ten maniak, który ich nachodził i zostajemy odwiezieni do szpitala. Najlepiej jest odbierać sobie życie w Monachium, bo wówczas jest to znakomity szpital w Haar.

W szpitalu pozostajemy długi czas, na przykład według prawa niemieckiego każdy niedoszły samobójca spędza tam aż trzy miesiące!
Później musimy dalej symulować, aby przenieśli nas do domu wariatów. Gdy tak się stanie, na miejscu trzeba odmawiać jedzenia obawiając się otrucia. Wtedy, gdy przywiążą człowieka paskami i zaczną karmić na siłę, trzeba krzyczeć i pluć.

Dalej rozpoczyna się etap spacerów i rozmów z psychiatrą, i tak mamy dach nad głową oraz darmowe wyżywienie, zależne od woli lekarza. Takim symulowaniem niektórzy przedłużali sobie darmowy pobyt do dwóch lat!

Nie tylko w Monachium opłaca się udawać obłęd. Także w Izraelu życie wariata w szpitalu jest usłane różami: piękna pogoda, możliwość pracy na budowie i odkładania pieniędzy na wyjście.

II. Rozczarowani komunizmem

W tym sposobie, będąc bez grosza na Zachodzie, opowiadamy ludziom, jak źle żyje się w Polsce z nadzieją na zaoferowanie pomocy. Niestety nie działa tak dobrze, jak „obłęd” – ludzie nie chcą słuchać o prześladowaniach Żydów, przesłuchaniach przez UB, o śledztwach.

III. Sutenerstwo

Dobrze jest zająć się sutenerstwem, ponieważ to zapewnia przypływ gotówki i gwarantuje spokojny byt. Najlepiej zostać kierownikiem burdelu. Wtedy mamy po kilka kobiet w obiegu, dobre stosunki z policją, łobuzy się nas boją.

Ważne jest, byśmy nie sypiali ze swoimi kobietami, ponieważ to zapewnia trzymanie kontroli – przecież każdy sutener musi czasami pobić swoją pracownicę. Takie udawanie zazdrości sprawi jej szczęście.

IV. Cicha przystań życiowa

Będąc w Izraelu bez pozwolenia na pracę, zwracamy się do polskich organizacji po pomoc. Jeśli nam odmówią, jeżeli zawiedzie dom wariatów i sutenerstwo, wtedy do przeżycia pozostaje… więzienie!
Taki sposób przeżycia jest dobry, jeśli jest się także w Monachium. Tam co trzeci osadzony jest Polakiem. Aby się dostać do tej arkadii trzeba się upić i spać na dworcu - tam policja aresztuje za włóczęgostwo. Trafia się na osiem dni do więzienia, gdzie niestety jest marne wyżywienie i obowiązuje zakaz pracy w areszcie.
Jeżeli chce się przedłużyć areszt, ponieważ nie mamy dokąd wracać, zrzucamy krzyż ze ściany, dzwonimy po strażnika i… dostajemy następną karę do odsiedzenia za profanację uczuć religijnych. To jest dobra metoda w Bawarii - bastionie niemieckiego katolicyzmu.

Podczas pobytu w więzieniu należy pamiętać o hierarchii ważności rozmów. Na pierwszym miejscu jest niewinność, na drugim nikczemność i przewrotność kobiet, na trzecim zaś sport, Bóg oraz wojny.

Trzeba też pamiętać o pewnych zwyczajach: nie płaczemy pod celą, bierzemy udział w rozmowach, ale nie wtrącamy się w cudze nawet gdy słyszymy, że dyskutanci nie mają racji.

V Uczciwa praca

To ostatni sposób na przeżycie. Gdy w zachodniej Europie wybieramy wolność i prosimy o azyl, jesteśmy pytani o lotniska wojskowe. Jeżeli nie byliśmy w partii, o szpiegostwie - jednej z „uczciwych” prac nie mamy co marzyć.


W rozdziale Mam drzwi do szafy dwudrzwiowej, oszklone, Hłasko opowiada o braku wolności słowa komunistycznej Polsce, swojej przygodzie z filmem i trudnościami z wydawaniem książek.

Prozaik otrzymał mieszkanie na Ochocie, gdzie wkrótce na pijaństwo zbierali się wszyscy, którzy rano opuszczali „Kameralną”.

Po jakimś czasie Hłasko wyjechał do Kazimierza i zaczął pisać opowiadanie Cmentarze, w którym zamierzał przyjrzeć się życiu zwykłych ludzi.

Gdy wrócił do Warszawy, w poszukiwaniu swego przyjaciela Edwarda Bernsteina poszedł do bursy, w której kiedyś okazjonalnie pomieszkiwał. Nie spotkawszy tam kolegi, zrobiło mu się nieswojo. Nikt nie wiedział, gdzie przebywał Bernsteina.

Dalej Hłasko wspomina pierwsze spotkanie z Arturem Sandauerem, którego poznał przy okazji pożyczki pieniędzy. Oczywiście jak to bywało w przypadku artystów, Hłasko nie otrzymał od razu żądanej sumy, musiał słuchać, jak gospodarz deklamował wiersze Białoszewskiego i odpowiadać na pytania o ich treść. Gdy okazało się, że nie rozumie stylistyki autora Pamiętnika z powstania warszawskiego, został wyrzucony za drzwi.

Od tej chwili Sandauer nie darzył młodszego kolegi sympatią. Jako pierwszy zaczął go flekować w czasie, gdy nie chciano go drukować, a krytycy marksistowscy uznali go za zboczeńca i degenerata.

Po zakończeniu Cmentarzy ich autor zaniósł maszynopis do wydawnictwa, lecz – jak się spodziewał – odrzuciło ono jego tekst. Usłyszał, że takiej Polski, jaką przedstawił w swojej historii nie ma.

Podobny los spotkał także inne opowiadanie Następny do raju, dyskwalifikowało je jedno zdanie: Zamieniliście Polskę w tak wielki obóz koncentracyjny, że nie potrzeba nawet drutów kolczastych i psów, gdyż i tak nie ma gdzie uciec. Autor nie zgodził się na korektę.

Kilka lat później ten tekst posłużył za scenariusz filmu. Kręcono go we Wrocławiu. Reżyserem był Czesław Petelski, który obiecał, że zadba o wierność opowiadaniu. Kierownikiem artystycznym tego zespołu był pułkownik i profesor Aleksander Ford – człowiek chytry i cwany, który potem przeniósł na ekran – nieudolnie zdaniem Hłaski – jego opowiadanie Ósmy dzień, przerabiając ciekawe sceny z książki z punktu widzenia młodzieżowego odbiorcy w odsłony dziecinne i zabawne.

Gdy ten mało atrakcyjny film wszedł do kin, a Hłasko został zapytany przez krytyka z gazety o komentarz, mimo iż go jeszcze nie widział powiedział, że Ósmy dzień to chała. Słowa te zostały natychmiast opublikowane, a wkrótce pracownik Forda oświadczył Hłasce, że jego pracodawca poda do publicznej wiadomości, że on kłamał, ponieważ nie widział tego filmu. Poza tym Ford miał wyznać, że Hłasko na plan filmowy przychodził pijany i chciał zgwałcić jakąś dziewczynę.

Po tym epizodzie Hłasko otrzymał radę od pewnego kolegi, który doradził mu, że jeżeli kiedykolwiek będzie chciał jeszcze pracować przy filmie czy też wyjechać na zachód, to musi odkręcić tę sprawę, ponieważ takie oskarżenia będą się za nim ciągnęły nawet w innym kraju.

Hłasko, zamiast posłuchać dobrej rady – jak sam przyznał – stchórzył. Napisał do „Ekspresu Wieczornego” list otwarty, w którym stwierdził, że krytyk nie zrozumiał jego słów i w którym przeprosił Forda.

W 1957 roku nie chciano wydrukować dwóch książek narratora, zmarnowano dwa filmy na podstawie innych tekstów, Hłasko stał się przedmiotem drwin i denuncjacji.

Starsi koledzy ze Związku Literatów namówili go, aby na pewien czas wyjechał z kraju do Paryża. Podpowiedzieli mu, żeby złożył podanie o przyznanie stypendium, które zostało rozpatrzone pozytywnie.

Gdy otrzymał paszport i poszedł po stypendium, na miejscu okazało się, że pieniądze zostały cofnięte. Otrzymał za to polecenie, by iść do Ministra Kultury. Tak też zrobił. Urzędnik okazał się człowiekiem uprzejmym. Oświadczył prozaikowi, że to Związek Literatów przyznawał pieniądze i odesłał go z powrotem do nich, a ci z kolei zrzucali winę na Ministra Kultury... W końcu prawda wyszła na jaw: okazało się, że to minister Kuryluk, nie wiedząc o wielu podpisanych umowach z wydawnictwami zachodnimi, cofnął jego stypendium.

Koniec końców, Hłasko wyjechał z Polski Ludowej. Wspomina, że kupił bilet za dolary i pożegnał się z kolegami, którzy nie wierzyli, że wróci – on nie wiedział wtedy, że nie będzie już mógł wrócić… Miał 24 lata, był uznany za skończonego człowieka i pisarza. Przeszedłszy odprawę celną, poleciał samolotem do Paryża, cały czas mając w głowie ciekawe spostrzeżenie:

Ci nowi piękni dwudziestoletni nie będą już mieć tych problemów: po wybraniu azylu dalej będą lekarzami, inżynierami, czy Bóg wie zresztą czym. Nie grozi im ani nędza, ani głód, ani tęsknota za krajem, który zostawili i który nie sprawiał im cierpienia. I to są ci nowi, piękni dwudziestoletni.



W rozdziale Hotel „Victory” Hłasko opowiada o swoich podróżach, które były przerywane ciągłymi problemami z wizami i paszportem.

Po przyjeździe do Paryża Hłasko trafił na fatalny czas we Francji, która dla Polaków była symbolem wolności i demokracji. Teraz przeżywała ciężki okres, zmieniali się premierzy rządu, wojsko i policja co chwilę legitymowały ludzi i często ich bili. W tym czasie Hłasko był bardzo zagubiony, dręczyła go dziwna pewność, że już niczego w życiu nie napisze. Komuniści zabili w nim nadzieję.

Po jakimś czasie od przyjazdu zgłosił się do ambasady francuskiej i poprosił o wizę turystyczną, aby móc wyjechać do USA. Odesłano go do ambasady polskiej we Francji, gdyż w jego paszporcie był wpis, że może poruszać się tylko po Europie. Tam adnotację zmieniono i dowiedział się, że ma wrócić, gdy nowa wiza amerykańska będzie gotowa. W tamtej chwili nie chcieli mu jej przedłużyć.

Po wizycie w ambasadzie, Hłasko z kolegą Jankiem Rojewskim pojechali do Nicei na Lazurowe Wybrzeże, potem do Niemiec. Chodzili po nocnych lokalach, bawili się i pili, aż w końcu postanowili zmienić otoczenie i wyruszyli na Sycylię, gdzie mieszkali u poznanego rybaka.

Kolejnym postojem na mapie ich wędrówki był Rzym. Tam zatrzymali się w hotelu, z którego Hłasko poszedł do ambasady polskiej przedłużyć ważność paszportu. Na miejscu usłyszał, że trzeba zapytać o zgodę Warszawę. Wtedy narrator przypomniał sobie słowa pracownika ambasady w Paryżu, który dał mu słowo honoru, że z przedłużeniem będą problemy. Tak też się stało: wiza włoska traciła ważność za dwa dni. Posiadał tylko tą niemiecką. Był pewien, że nie dostanie innej, bo ważność jego paszportu kończyła się za kilka dni. Otrzymał polecenie wyjazdu do Berlina, do Polskiej Misji Wojskowej.

Na miejscu urzędnik kazał mu natychmiast wracać do Warszawy, tłumacząc, że posiedzi tam chwilę, a później znowu dostanie zgodę na wyjazd. Hłasko jednak stracił nadzieję: skoro tutaj nie chcieli przedłużyć mu paszportu, to gdy wróci do Polski, nigdy już z niej nie wyjedzie. Przewidywał, że otrzymał już w kraju łatkę szpiega.

To wszystko spowodowało, że w Niemczech poprosił o azyl polityczny. Przez pewien czas mieszkał w Monachium, gdzie poznał Jana Nowaka Jeziorańskiego - dyrektora polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Od niego dowiedział się, co Leon Kruczkowski powiedział o nim w Polsce: że wszedł w bagno imperialistycznego wywiadu. To przeważyło o dalszych decyzjach.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Geneza utworu i znaczenie tytułu - Piękni dwudziestoletni
2  Główne wątki powieści „Piękni dwudziestoletni”
3  Marek Hłasko - życiorys



Komentarze: Piękni dwudziestoletni - streszczenie

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: